
Wczoraj nie pisałem bo... zasnąłem zanim jeszcze dotarłem do klawiatury... A naprawdę miałem o czym pisać... Jak już wcześniej pisałem w poniedziałem ma mi się zdarzyć wyjazd na zasłużony (?) urlop... Będę go spędzał w drodze (pieszej) po Beskidzie Śląskim i Żywieckim w związku z czym nie bardzo będę miał jak doglądać mojego Meksykańskiego węża królewskiego. Trochę mnie trochę martwi chociaż nie powinno... Bo po pierwsze mój Lampropeltis mexicana mexicana zostaje pod dobrą opieką naszej domowej pani "herpetolog", a po drugie wszystkie cele, które sobie z Juanitą przed sobą postawiliśmy zostały osiągnięte...
Po pracach porządkowych wpuściłem Juanitę z powrotem do terrarium i nakarmiłem... No właśnie karmienie... Okazuje się, że szczurzy osesek sam jeden Juanicie nie wystarcza... Mimo, że dałem jej jednego szczurzego oseska to Juanita wcalenie myślała kończyć kolacji. Dałem jej jeszcze dwa mysie oseski... Patrząc potem na mojego węża to miałem wrażenie, że nie pogniewała by się wcale gdybym dał jeszcze coś na ząb. Ale nie dałem.... Bo miałem jeszcze nie rozmrożone, a Juanita sie wreszcie znudziła i poszła spać... I chyba będzie spać aż do poniedziałku tak, że sie z nią nie pożegnam...
Niestety przez prawie dwa tygodnie będę "poza zasięgiem" więc nie będę jak miał pisać ale jeśli tylko się czegoś dowiem o mojej Juanicie i będę w zasięgu to nie omieszkam użyć (tych informacji) i coś napiszę...
Tak więc na razie do... nie wiem kiedy ale proszę tu wpadać co jakiś czas, a może się będzie można natknąć na parę słów ode mnie... I oczywiście nie o górach tylko o Juanicie... No może o górach też coś trochę napiszę...
Aha i jeszcze chciałem powiedzieć, że filmik znowu wrzuciłem do obejrzenia...
Poduszkowy Spacer